Wczoraj pod wieczór czułem już pewne znużenie Nong Khiaw – chociaż może nawet nie tyle znużenie, co poczucie, że wyeksplorowałem okolicę w stopniu, który mnie na razie satysfakcjonuje. Pozostała kwestia powrotu i dzięki kolejnej sesji wgryzania się w mapę znalazłem bardzo fajną opcję.
Category Archives: 2020
Z Nong Khiaw po okolicy.
Zgodnie z planem zostałem w NK dzień dłużej, a że nie miałem na dzisiaj żadnych konkretnych planów, pojechałem w góry szukać innej drogi do doliny rzeki Nam Seng (to stamtąd przyjechałem kilka dni temu, ale nieco okrężną drogą przez góry).
Na mapie wypatrzyłem też drogę, która prowadziła do niewielkiej wioski nad Nam Ou i to był mój plan na drugą część eskapady.
I wszystko szło dobrze, dotarłem do osady, która była praktycznie na końcu drogi na mojej mapie, minąłem osadę i tutaj zaczęły się problemy. Bo z dołu widziałem chyba na grani szałasy, które mijałem kilka dni temu, natomiast prowadziły w górę bardzo, ale to bardzo wąskie i strome ścieżki. Takie dla bawoła z pasterzem.
Zasadniczo, nie ma moje aktualne możliwości – może z nieco mniejszym motorem, bo ten jest wysoki i trochę ciężko nim w trudniejszych warunkach operować (co nie zmienia faktu, że jest numerem jeden i dzisiaj nauczyłem się ze dwóch nowych trików!)
Zawróciłem więc, chyba ku pewnej uldze wieśniaków, którzy nie byli zachwyceni moim niespodziewanym pojawieniem się. Jeden z mijanych lokalsów nawet wyraźnie mi pokazał, że mam się wynosić – co prawda nikt nie rzucał kamieniami, ani nie ganiał mnie z kosą, ale są tu takie wioski, w których typowa laotańska gościnność gdzieś się zagubiła. Może kiedyś zawędrowali tu polacy. Bo normalnie to uśmiechy, machanie, sabaidee i pełnia szczęścia.
Ale to nic, bo sama droga niezwykle urocza i pełna obrazków jak poniżej:
Wracając próbowałem się przebić do wspomnianej wioski nad rzeką, ale szło ciężko, droga była trudna, bardzo wąska, stroma, z koszmarnymi koleinami, poza tym mnie się też już za bardzo chciało walczyć. Udało mi się za to zaliczyć i nagrać dropa! Potem pojechałem jeszcze kawałek, pokonałem kamienisty strumień, wjechałem na bardzo strome urwisko nad strumieniem i powiedziałem: enough! Drop uwieczniony poniżej.
Poniżej kilka zdjęć z gór.
Teraz mam wielki dylemat – którędy wracać do domu. Bo chciałbym cały proces rozłożyć na dwa dni, ale jeszcze nie wiem do końca, gdzie zatrzymać się pod drodze.
Z Nong Khiaw do zapory Nam Ou 3.
Dzisiaj miał być dzień pełen wrażeń – i był. Co prawda końcówka nieco ekspresowa, bo już mi sie nie chciało trochę, ale plan i tak zrealizowałem w 100%.
Z Nong Khiaw wzdłuż Pak Ou i pętla przez góry.
Jestem strasznie zmęczony, ale niezwykle szczęśliwy – pewnie dlatego, że od późnego popołudnia leżę w łóżku pod stertą koców, regenerując zmęczony motocyklem organizm i obrabiając zdjęcia i filmy. Kreatywne lenistwo jednak jest najwyższą formą egzystencji.
Z Luang Prabang do Nong Khiaw.
Dzisiaj ważny dzień, bo zacząłem eskapadę na północ, do Nong Khiaw. Jako że przed takimi wyjazdami zawsze się stresuję, tym razem postanowiłem zminimalizować potencjalne stresy do zera, motor dzień wcześniej pojechał do serwisu (co prawda sam byłbym w stanie zrobić większość rzeczy, ale były drobne kwestie typu wymiana podkładki na miedzianą i wymiana kilku wkrętów, których znalezienie w lokalnych sklepach zajęłyby mi masę czasu, a które mój lokalny mechanik, Wee, wymienił od ręki), zrobiłem – jak zwykle – listę ekwipunku, wszystko poukładałem w tematyczne sterty na stole oraz zaprogramowałem trasę w OsmAndzie.
2020-12-10.
Przeprowadzając się do LP miałem taki chytry plan, żeby raz w miesiącu robić jedną dłuższą eskapadę w interior. W listopadzie się nie udało, za to zrobiłem kilka krótszych wypadów w okolicy, ale w grudniu postanowiłem zrobić wycieczkę do Nong Khiaw.
2020-12-09.
Mojego rozleniwienie blogowe, fotograficzne i filmowe wchodzi na nowe, nieznane poziomy. A szkoda, bo masa fajnych rzeczy się dzieje. Poniżej krótki update dla potomności… Za dziesięć lat będę czytał te notatki i złościł się, że nie pisałem tyle, co dziesięć lat temu w Nepalu.
2020-11-16.
Znowu nie chce mi się pisać, głównie dlatego, że życie w LPB jest niezwykle wygodne, co sprzyja ogólnemu wyciszeniu i, niestety, też pewnemu rozleniwieniu.
Ale, żeby nie było, regularnie eksploruję okolice na Potworze – “odkrywamy” miejsca, których nie ma na mapach (i to takich nieco lepszych mapach, nie kaprawych google mapsach), przeprawiamy się przez góry i rzeki (moje ulubione zajęcie) oraz regularnie straszymy lokalsów. Nie wiedzieć czemu, ubrany na czarno farang na dużym czerwonym motorze, który znienacka pojawia się w zagubionej we wzgórzach wiosce, wywołuje u części ludności lekki niepokój – może boją się, że wiozę im wirusa.
2020-11-01.
Dzisiaj nieco szalony dzień, jako że o 1200 miałem samolot, a dwie godziny wcześniej oddawałem dom landlady. Nieco stresujące, ale wszystko poszło super gładko. Najwyraźniej jeśli dom stoi i nie sprawia wrażenia jak by miał się za chwile zawalić, to jest to stan w zupełności wystarczający do tego by zakończyć najem.
2020-10-31.
Tygodniami nic nie pisałem, jako że na początku października tydzień siedziałem w LP, potem tydzień odpoczywałem po motocyklowych eskapadach, następnie przez tydzień padało, a pod koniec miesiąca miałem na głowie planowanie przeprowadzki do LP. Ale wszystko się udało, dzisiaj zapakowałem do ciężarówki motory i kilka pudeł, a jutro rano lecę do nowego domu – gdzie, mam nadzieję, motory będą już na mnie czekać.
2020-09-27.
Jako że na ostatni weekend planowane były tajfuny, motory grzecznie spały na ganku. Co prawda okazało się, że Wientian nie został specjalnie (de facto w ogóle) dotknięty esktremalną pogodą – w odróżnieniu od południa – ale do końca nie było wiadomo jak to się skończy. Natomiast ten weekend chyba już można zaliczyć do tropikalnej jesieni/zimy, gdy temperatury schodzą nieco poniżej 30C, jest pogodnie i zasadniczo uroczo.
2020-09-18.
Nad Wientian nadciąga tajfun Noul-20 (być może skończy się na burzy tropikalnej, ale na razie nie wiemy). Cały region w oczekiwaniu, w południowej Tajlandii mobilizacja rozmaitych służb, otwierane są tamy, żeby zrobić w zbiornikach miejsce na cały ten deszcz.
2020-09-14.
Jako że czerwony potwór w pełni sił (No, prawie, olej wciąż cieknie z niej jak z kambodżańskiej dziwki, ale przestałem się tym przejmować – kupiłem stuptuty, żeby mi nie brudziła spodni. Om.), kolejny weekend w drodze. Ostatni weekend było tak testowo tylko, do podwientiańskiej miejscowości Tha Ngon, ale ten weekend już kawałek dalej, nad zalew Nam Ngum.
2020-09-11.
Monsun wrócił i nie bierze ofiar! Dzisiaj w nocy i nad ranem spadł na miasto chyba z metr deszczu. Rano dramatycznie zimno, chyba ledwo ponad 20C i obrazki jak tutaj.
2020-09-09.
No i tak. Szkolny rok się zaczął, dzieci (nie moje, co prawda, bo ja nie cierpię bachorów i żadnej absolutnie progenitury się nie dorobiłem) wróciły do szkoły, a do mnie, po kilku tygodniach czekania w warsztacie na różne części z Aliexpress, wrócił duży motor. I jestem super szczęśliwy, że zdecydowałem się na małą regenerację silnika (nowy tłok, pierścienie i różne uszczelki), bowiem czerwony potwór (2.0) jest wreszcie godzien tego miana. Ryczy jak smok, rwie się do przodu, nie dymi, pracuje równo jak nigdy. Przy okazji masę nauczyłem się na temat silników i ogólnej budowy motocykla.
2020-08-29.
Największe deszcze mamy chyba za sobą. Zaczyna się nawet robić ciepło – to znaczy skończyły się mrozy w rejonie 25° C i nieśmiało wychodzimy poza 33° C.
W mieście chyba daje się wyczuć pewne zniechęcenie – wiadomo już, że jesienno-zimowy sezon turystyczny z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie wypali. Zamyka się coraz więcej lokali. W okolicy coraz więcej pustych domów do wynajęcia.
2020-08-26.
Deszcze odpuściły na kilka dni, i całe szczęście, bo zacząłem łapać monsunowego bluesa. Nie da się nigdzie polecieć (ani tym bardziej pojechać, bo błoto po pas i ciągle pada), miasto mokre i ciągle pada, wszystko wilgotne, lepkie i ciągle pada, nic tylko siedzieć w domu i oglądać seriale. Do tego w pracy sezon wakacyjny i nic się nie dzieje. Doprawdy.
2020-08-16.
Jesień, o której pisałem w poprzednim poście okazała się wcale nie taka przejściowa. Sierpień to szczyt pory deszczowej tutaj, najbardziej mokry miesiąc w roku. Czerwiec i lipiec, które zwyczajowo też są mokre, w tym roku były całkiem pogodne, co uśpiło moją czujność.
2020-08-03.
W Wientianie zaczęła się jesień – przejściowa co prawda. Burza tropikalna Sinlaku zrzuciła na miasto hektolitry wody. Przed prawie dwa dni padało non-stop. Uliczka przed domem zamieniła się w strumień, uaktywniły się setki żab, rano znalazłem nawet pod drzwiami małą, czarno-żółtą ropuszkę.
2020-07-23.
Zasadniczo na wschodzie bez zmian. Laos cały czas zamknięty. Wyjechać się co prawda da, choć nie jest to łatwe, ale powrót to już zupełnie inna sprawa. Ergo, nie ruszam się stąd, bo to dobre miejsce jest – na pewno lepsze od tego faszystowskiego ścieku znanego jako RP. Poza tym patrząc na to, co dzieje się z naszym wesołym wirusiakiem w US na przykład, kolejne kilka miesięcy w laotańskiej izolacji brzmi naprawdę dobrze.





