Category Archives: misc

Niusy oraz rozmaite nieuporządkowane obserwacje.

PEN -> BKK.

Wróciłem do TH. Przede mną tydzień w Bangkoku, a potem powrót do domu (lokalnego, w Khanom). Muszę odnowić tutejsze prawo jazdy (to już prawie dwa lata, od kiedy zostałem niereformowalnym fanbojem skuterów!), pogratulować nowemu królowi korony, wpaść na Dharma Talk bardzo szacownego mnicha, pogadać z agentem o tajskiej wizie na lata i w wolnej chwili być może zahaczyć o onseny oraz studio jogi.

Continue reading

Penang.

Transplantacja Miro na grunt malezyjski powiodła się. Pytanie tylko, czy przeszczep nie zostanie odrzucony, względnie sam się nie odrzuci.

Na razie przede mną kilka dni logistyki – muszę załatwić skuter i mieszkanie. A potem dwa ekscytujące, mam nadzieję, miesiące na wyspie.

Poznałem w samolocie uroczą lokalkę o chińskich korzeniach (znowu), więc będę miał przewodnika – a jest tu masa miejsc do eksplorowania.

Feeling excited.

Continue reading

kanały.

Przy okazji różnych youtube’owych eksploracji trafiłem na coś uroczego i ciekawego:

Jak już mi się znudzą Indochiny, to pomyślę o czymś takim. Tylko nie w UK.

pouczająca opowieść z życia guru Rinpoche.

Wkrótce minie rok od moich praktyk w klasztorze w Kathmandu… Nie ukrywam, że często wracam do tego okresu, bo w sumie było to fascynujące doświadczenie. Szczególnie, jeśli pominąć zimno, kurz, smog i ogólną trzecioświatową rozpierduchę KTM.

I tak, czytałem ostatnio fragmenty “Introduction to Tibetan Buddhism” Johna Powersa, gdzie rzuciła mi się w oczy poniższa opowieść.

Continue reading

festiwal pięć smaków.

Ziemny pies (c) http://piecsmakow.pl

Jak co roku w listopadzie, w Warszawie odbywa się festiwal kina azjatyckiego – Pięć Smaków. Chodzę od lat, o ile akurat nie jestem w rozjazdach. Jako że wg. kalendarza lunarnego mamy właśnie rok ziemnego psa, maskotką festiwalu jest pies właśnie. Wcześniej mieliśmy świnię, smoka, małpę etc. W tym roku postanowiłem oddać się kinematograficznej orgii i kupiłem karnet na cały festiwal. Zapewne post-factum na dzwięk słowa “kino” będę dostawał mdłości.

Continue reading

hades.

Pierwszy miesiąc w hadesie niemal za mną. Zimno, pochmurnie, mokro, a do tego polactwo wszędzie. Jeszcze niecałe pięć tygodni i znów, bez większego żalu, zostawię rz-plitą buracką, tym razem na cały kwartał.

Wrócę akurat na wiosnę, czyli najgorsza część roku mnie ominie.

Continue reading

z wizytą u wujka Ho.

Zgodnie z planem sprzed kilku miesięcy, w sobotę wybieram się z tygodniową wizytą do Sajgonu, czy też Ho Chi Minh City. Co prawda miejskie eksploracje będę łączył z pracą, więc może się okazać, że nie starczy mi czasu na bardzo wiele, ale pewnie uda mi się przynajmniej delikatnie wyczuć lokalnego spiritus loci.

Continue reading

fru.

I tak, po raz kolejny w tym roku, wyrwałem się z faszystowskiego grajdoła na literkę “P”. Tym razem na ponad dwa miesiące. Nie ukrywam, że wyjazd z tego kraju, szczególnie teraz, gdy z polactwa wyłażą najgorsze możliwe cechy tego żenującego narodu, to jak zdjęcie ciężkiego plecaka po całym dniu zapieprzania po Himalajach. Względnie jak zrzucenie starej skóry, jeśli akurat dopadnie nas atawizm jaszczurczy.

Moje wesołe przygody (a, de facto, programowy brak przygód) na tajskiej wsi, śledzić można będzie w kolejnych odcinkach serii Okiem gekona.

święte wołki.

W BKK właśnie odbyła się Royal Ploughing Ceremony, czyli odwieczna ceremonia odprawiana na początku sezonu wegetacyjnego ryżu. Co prawda współczesne odmiany ryżu potrafią dawać plony 2-3 razy w roku, ale tradycji musi stać się zadość.

https://www.bangkokpost.com/photo/photo/1465126/rice-farming-season-begins

Na pierwszym zdjęciu widać nowego króla Tajlandii, VajiraLongkorna, czy też Ramę X, syna zmarłego jesienią 2016 Bhumibhola.

Ceremonia raczej o charakterze wedyjskim niż buddyjskim, co pokazuje wpływy tradycji hinduistycznych w Indochinach.

new mandala.

Znalazłem ciekawą publikację (webową) poświęconą sytuacji geopolitycznej w Indochinach. Nazywa się New Mandala. Warto czasem zajrzeć, bo w przeciwieństwie do The Diplomat, jest za darmo. Dużo artykułów na temat Tajlandii, Malezji, Indonezji i Birmy, troche mniej o Laosie i Kambodży. Do tego recenzje książek, podcasty, wywiady.

Continue reading

mały wężyk, mała rybka.

Z moich planów, żeby co tydzień pisać coś na YK, na razie nic nie wychodzi. Podejrzewam, że globalna średnia nawet się zgadza, ale są okresy, jak teraz, gdy tygodniami nie dzieje się nic – ostatni raz napisałem coś na początku kwietnia.

Ale nic na siłę. I nic straconego. Wszystko wskazuje na to, że już za kilka tygodni polecę na pracujące wakacje (tak, tak, słowo staje się ciałem i Miro ma szansę stać się 100% digital nomad) na tajską prowincję i będę być może miał inspirację do częstszego pisania.

Continue reading

the Great Gawd Budd.

Wróciłem do w miarę regularnej nauki tajskiego. Czytam czytanki, ćwiczę litery, piszę (na komputerze, więc to się nie do końca liczy) różne słówka. Co prawda na razie głównie wpisuje je do słownika, starając się rozszyfrować różne zwroty z tekstów. Ma to aspekt bardziej rozrywkowy niż edukacyjny chyba, ale jakieś szczątkowe informacje zostają mi w głowie.

I dzisiaj doznałem małego olśnienia.

Continue reading

w kraju sera i czekolady – znowu.

Karma ma niewątpliwy aspekt cykliczny – i tak, po dwuletniej przerwie, znowu trafiłem do Szwajcarii. Tym razem nie na stałe, ale z perspektywą regularnych odwiedzin co kilka tygodni.

Trochę to niespodziewany obrót sprawy, bo jeszcze w grudniu planowałem do wiosny siedzieć w Nepalu, ale – jak pisałem w innym miejscu – życie w Kathmandu nie do końca mi się spodobało (ani chybi starość) i z początkiem roku wróciłem do rzplitej burackiej (gdzie jest jeszcze gorzej ;-)).

Continue reading

dustmandu.

No i tak.

Jak pisałem wcześniej, zacząłem nową ekspadę. Po raz czwarty jestem w Nepalu, tym razem stacjonarnie w Kathmandu – które ze względu na coraz większe zanieczyszczenie powietrza i chmury kurzu, jakie unoszą się spod kół miliardów samochodów, zyskało ksywkę Dustmandu.

Continue reading