No i dokonało się (prawie). We wtorek podpisuję umowę, a w drugi weekend maja przeprowadzam się do nowego domu.
Tag Archives: Vientiane
2020-04-23.
Wientiane powoli budzi się do życia. Co prawda oficjalny lockdown ma trwać do 3 maja, ale już teraz widać coraz więcej osób bez masek, otwierają się małe sklepy, wszystko odrobinę odżywa. Wieczorami wciąż panuje nieco oniryczny klimat miasta, które mieszkańcy w pewnym momencie postanowili porzucić i poszukać sobie nowego i lepszego miejsca do życia. Stanowi to znakomite tło do małych wycieczek na motorze.
2020-04-13.
W regionie właśnie zaczyna się nowy rok, czyli pbii mai albo songkran. Normalnie trwałaby tu dzika, tygodniowa impreza, w tym roku jednak wszelkie celebracje zostały oficjalnie odwołane i miasto jest ciche jak cmentarz, co mi bardzo, ale to bardzo odpowiada. Jeśli coś mi przeszkadza w Wientianie to właśnie brak kontroli nad hałasem i wieczorne palenie śmieci.
2020-03-29.
Mieliśmy niedawno krótki okres deszczowy. Deszcze pojawiały się cyklicznie późnym popołudniem, czasem naprawdę ulewne, trwające ok. pół godziny. Temperatura zaczęła spadać, a w okolicy z rozmaitych dziur powyłaziły żaby, które zaraz po opadach dawały wielogodzinne koncerty.
2020-03-20.
Laos powoli odcina się od świata, zresztą Tajlandia podobnie. Do wspomnianych wcześniej ograniczeń wizowych dochodzi kasowanie połączeń lotniczych. Tajlandia będzie też wymagać ubezpieczenia oraz zaświadczenia od lekarza o braku podejrzeń zakażenia naszym kulistym przyjacielem.
2020-03-18.
Moja asymilacja na gruncie laotańskim postępuje. Wczoraj otworzyłem konta w banku – jednak posiadanie lokalnych dokumentów mnóstwo rzeczy ułatwia. Do tego bankowość tutaj wcale nie jest taka trzecioświatowa, jak można by podejrzewać. Owszem, część banków nie ma jeszcze aplikacji mobilnych ani nawet internetowych (!), ale kilka z nich ma i to całkiem nowoczesne.
PO Box 2917.
Bardzo jestem z siebie dumny (zupełnie bez uzasadnienia, prawdę mówiąc), bowiem udało mi się otworzyć mój własny, dedykowany, laotański PO Box.
2020-03-12.
I tak w ciągu nieco ponad miesiąca udało mi się pozałatwiać kluczowe sprawy – dzisiaj rano odebrałem motocykl, a popołudniem paszport i lokalne pozwolenie na pobyt i pracę.
2020-03-08.
Deszcze, o których pisałem wcześniej utrzymały się przez większą część tygodnia. Było naprawdę zimno – nieco ponad 20C, mokro i pochmurno. Lokalsi mówio, że takich deszczy w marcu to nikt nie pamięta.
2020-03-03.
Deszcz! Wczoraj spadł mój pierwszy deszcz w Laosie! Deszcz w tropikach to żywioł absolutnie fascynujący i zdecydowanie mój ulubiony.
2020-03-01.
Kilka dni przerwy, bo bolał mnie nadwrażliwy ząb i chodziłem wściekły, rozmyślając kogo by tu w pierwszej kolejności udusić. Ale o tym za chwilę, bo nawet ból zęba może być przyczynkiem do nowych, niezwykle interesujących, trzecioświatowych doświadczeń!
2020-02-22.
Od dzisiaj oficjalnie jestem biznesmenem z wizą biznesową LA-B2. Teraz wszystko się zmieni – przesiądę się w wielki samochód, zapuszczę wielki brzuch, a lokalsi będą do mnie mówić Mr. Miro. Jak już pisałem wcześniej, Laos ma coś z atmosfery wczesnych lat 90-tych w PL i często można natknąć się tutaj na dosyć charakterystycznych panów robiących interesy życia w kawiarniach. Coś jak skrzyżowanie PRLowskiego cinkciarza z prezesem prowincjonalnej firmy PPHU Impex, tyle że o chińskich rysach. W sumie całkiem uroczy element lokalnego kolorytu.
2020-02-20.
Przez ostatnie kilka dni mieliśmy w VTE małą zimę. Rano nieco ponad dwadzieścia stopni, w ciągu dnia 26-27. W nocy nawet 18! Zacząłem chodzić w długich spodniach i wiązać coś na szyi, bo można zmarznąć w tych tropikach.
2020-02-16.
Pierwszy tydzień za mną. Było super intensywnie ostatnio, więc wczoraj praktycznie nie ruszyłem się kanapy, gdzie oddawałem się egzotycznej rozrywce oglądania seriali. Dzisiaj już lepiej, pojechałem poszukać trzcinowych lamp i posiedziałem kilka h w Cafe Farmazon (Amazon de faco, lokalna sieciówka) tłumacząc i nadrabiając zaległości w korespondencji.
2020-02-13.
Wczoraj rano przeprowadziłem się do nowego mieszkania. Pierwsze wrażenia rewelacyjne, niesamowicie cicho, bardzo pozytywna, uspokojona aura (w sensie ogólnego feelingu, a nie w sensie new age’owego mumbojumbo). Kupiłem dzisiaj pierwsze koszyki – Laos słynie z rozmaitych plecionek.
2020-02-11.
Dwa dni temu, w niedzielę, na dłużej pożegnałem się z Tajlandią. Nawet jeśli nie spodoba mi się w Laosie na dłuższą metę, to do TH zajrzę raczej przejazdem. Dużo się tam zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat, zdecydowanie na niekorzyść, o czym zresztą pisałem już wcześniej.
VTE-BKK.
Dzisiaj dzień transferowy. Mam nadzieję, że ataki bombowe nie przeniosą się na tajskie lotniska i samoloty.
Vientiane trzy.
Coraz bardziej podoba mi się to miasto. Ma tak spokojną, niewymuszoną aurę, że automatycznie można poczuć się tu jak w domu. Ta aura przekłada się na ruch uliczny, który mimo zdecydowanej nadpodaży samochodów jest wręcz apatyczny – i nie zawsze wynika to z korków. Dobrze się tu jeździ na rowerze.
Vientiane dwa.
Wstałem dziś dramatycznie wcześnie, żeby być w konsulacie TH zaraz po otwarciu – czytałem rozmaite horror stories o tłumach ludzi i wielogodzinnych kolejkach. Niepotrzebnie, praktycznie nikogo tam nie było. Zapominam ciągle, że sezon tu zaczyna się w listopadzie. Ciekawe, czy i Khanom budzi się wtedy z hibernacji?
Vientiane raz.
Podróż z NST do Vientiane bez niespodzianek. Kilka godzin przerwy na DMK, gdzie zaopatrzyłem się w walutę. Przez chwilę mogłem poczuć się jak przedstawiciel górnego 1%, względnie jak po podróży w czasie we wczesne lata 90-te w Polsce. “Pół miliona poproszę” – rzuciłem od niechcenia paniom kantorowym.
