Author Archives: miro

26.IX.2014 – Sonargaon.

Brak rzeczy – po pierwszym szoku – nie przeszkadza mi tak bardzo, jak mogłem się spodziewać. Owszem, jest to kłopotliwe, szczególnie brak ładowarki do aparatu – jeśli nie będę w stanie robić tu zdjęć, to znaczna część wrażeń z podróży przepadnie. Nie od razu, ale pamięć – w szczególności moja – jest zawodna. Do tego dochodzi natłok podróży w ostatnich latach. Kraje, wrażenia i emocje mają tendencję do zlewania się w nieco mglisty kalejdoskop.
Continue reading

24.IX.2014 – WAW-DXB-DAC.

Na Bangladesz ostrzyłem sobie zęby już od jakiegoś czasu. Pierwsze podejście zrobiłem w zeszłym roku, ale bez powodzenia. Jako że w tym roku projekty ułożyły się tak, że wczesną jesienią miałem do dyspozycji kilka miesięcy do zagospodarowania, nie zastanawiałem się specjalnie dokąd jechać.

Continue reading

Bangladesz – za 10 dni!

Mogę oficjalnie zacząć odliczanie do wyjazdu do Bangladeszu. Nie ukrywam, że jestem pełen radosnej antycypacji – to kraj, który planowałem odwiedzić już w zeszłym roku; nie udało się. Jako że okazja jest podniosła, na początek hymn Bangladeszu – z tekstem samego Rabindranatha Tagore – Aamar Shonar Bangla, czyli Mój Złoty Bangladesz:

Nowy sprzęt.

Tona nowego sprzętu. Różnica jakościowa w porównaniu z dSLR sprzed 8 lat – dramatyczna i nie do opisania. Pozostaje nie ulec urokom przedmiotów i pamiętać, że to człowiek robi zdjęcia, nie sprzęt.
crop

Albumy.

Wprowadziłem niewielką zmianę, która powinna ułatwić przeglądanie galerii – albo przynajmniej linkowanie do galerii z danego kraju w danym roku. Teraz, w górnym menu, jest następująca struktura: galerie -> rok -> kraj -> lista galerii. Po kliknięciu na dany kraj, pojawia się album z galeriami z wybranego kraju, z danego roku. E.g.:

Sri Lanka 2014
Iran 2012
Myanmar 2012
Nepal 2010

etc.

Kandy i powrót.

Do dziś próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie po co właściwie pojechałem do Kandy, zamiast leżeć na plaży, względnie we willi w interiorze i oddawać się lekturom… Najpewniej skłoniły mnie do tego rozmaite entuzjastyczne opisy niezwykłej atmosfery miasta i jego położenia w uroczej dolinie, pośród zielonych wzgórz.

Continue reading

Pollonaruwa, Dambulla, Sigiriya.

Pollonaruwa, obok Anuradhapury, Sigiriyi i kilku innych, mniej znanych miejsc, położona jest w rejonie, który przewodniki kusząco określają jako ancient cities. Jako że mam dużą słabość do ruin, jechałem tam podekscytowany i pełen antycypacji. Anuradhapurę zdecydowałem się ominąć ze względu na dramatycznie dużą popularność, miałem nadzieję, że pozostałe miejsca będą nieco mniej oblegane.

Continue reading

Arugam Bay.

Pierwszego wieczora przyszły do mnie Psy. Psów jest czwórka, ale najwięcej śmiałości mają dwa – pies i suka – to z nimi się zaprzyjaźniam. Psy są koloru piasku, średniej wielkości, z nielicznymi białymi plamami, bardzo chude, ale nie wychudzone. Suka ma sierść jak bokser, ciasno przylegającą do skóry, pies jest nieco bardziej kudłaty. Najwyraźniej są to psy samorodne i samodzielne – nikt ich nie wyhodował, nikt o nie nie dba, żyją na plaży z dnia na dzień, licząc na dobre serce przyjezdnych, takich jak ja.

Continue reading

Do Arugam Bay.

Po Kataragamie planowałem zatrzymać się na noc w mieście Buttala i stamtąd odwiedzić kilka mniej znanych świątyń pochowanych po dżungli. Po doświadczeniach z Sittalpauwa, tracę jednak nadzieję na co ciekawsze doświadczenia tombraiderskie. Co więcej, zarówno Susa, jak i przemiły kelner z mojego ośrodka (nota bene o bardzo afrykańskiej urodzie, która na wyspie jest praktycznie niespotykana – ciekaw jestem jego korzeni i losów jego przodków, ale rozmowa nie wykracza poza typowe uprzejmości) na wieść o Buttali jedynie kręcą głowami. Najwyraźniej to lokalny odpowiednik Radomia. ‘There is nothing there’, zgodnie mówią, krzywiąc się z lekkim niesmakiem. Przed Buttalą jednak nie ma ucieczki, mój kolejny przystanek, zatokę Arugam, można osiągnąć jedynie z przesiadką w tym mieście.

Continue reading

Kataragama i interior.

Zobczywszy Galle, chcę na trochę uciec z wybrzeża, szczególnie jego południowej i zachodniej części, zobaczyć kawałek interioru, a potem wschodnie wybrzeże. Pierwszy przystanek w Kataragamie, gdzie znajduje się potrójne miejsce kultu, maha devala – na tym samym, nadrzecznym obszarze, swoje świątynie zbudowali buddyści, hindusi i muzułmanie.

Continue reading

Galle.

Wszystko wskazuje na to, że zaczął się monsun. Albo przynajmniej jeden z monsunów, bo na Sri Lance, w zależności od tego, kogo zapytać, występują dwa albo trzy. Po raz pierwszy od przyjazdu nie obudziło mnie wpadające do pokoju przez szpary w okiennicach słońce, tylko łoskot kropel o bananowe liście. Na werandzie, zamiast wściekłego, suchego upału, przyjazny chłód i wilgoć.

Continue reading