Pogoda, jak pisałem wcześniej, niebiańska – szczególnie w porównaniu z tym co się o tej porze roku dzieje w Środkowej Europie – więc staram się możliwie często jeździć. Za miesiąc zacznie się znowu robić dosyć gorąco, a pod koniec lutego dojdzie to tego kilka tygodni wypalania pól i daleko idącego utoksycznienia atmosfery.
Tag Archives: Motor
2023-09-26.
W weekend udało mi się troche pojeździć, chociaż nie obyło się bez wyzwań technicznych. I wygląda na to, że był to ostatni moment na komfortowe jeżdżenie, bo kolejna tropikalna depresja w drodze i przed nami kilka dni deszczu.
2023-07-23.
2023-06-09
W Polskuni rozmaite kościółkowe gusła odprawiają, więc i ja mogę sobie zrobić długi weekend, bo część mojego teamu (w każdym razie ta, która nie pracuje z Indii) również oddaje cześć rozmaitym corpusom.
2022-03-20.
Zaległy post sprzed ponad dwóch miesięcy. Otóż w bardzo pogodną marcową sobotę wybrałem się na jedną z moich ulubionych pętli w okolicy. Nazywam ją Nakhai Loop, bo we wsi Nakhai zjeżdżam z asfaltowej drogi, żeby przejechać przez góry nad Mekong, ale to nie jest precyzyjna nazwa.
2021-11-20.
Ostatnie tygodnie w większości pod znakiem mniejszych albo większych lockdownów, ale sytuacja powoli zaczyna się stabilizować. Dostaliśmy świeżą dużą porcję szczepionek z Chin i aktualny target to 70% zaszczepionej populacji do końca roku.
2021-09-10.
Kilka ostatnich dni wolności, od poniedziałku do pracy, więc staram się nieco pojeździć. Dzisiaj mała pętelka w okolicach PakOu.
2021-09-07.
Trochę nie w kolejności, bo mam kilka zaległych wpisów do skończenia, ale uznałem, że warto podzielić się widokami.
2021-08-25.
Minął kolejny miesiąc i tym razem sporo zmian – otóż wyprowadziłem się z Aphay. Mam teraz dla siebie duże mieszkanie na pierwszym (i jedynym) piętrze uroczego budynku w wiosce Mano. Wiosce, czyli lokalnym odpowiedniku dzielnicy.
2021-07-18.
Tyle się dzieje, że nie mam ani ochoty ani czasu pisać. Krótkie podsumowanie ostatniego miesiąca więc.
2021-06-13.
Jak widać, moje mocne postanowienie, żeby pisać coś przynajamniej raz w tygodniu dało dorodne i soczyste owoce. Ale w sumie nie było o czym pisać, lockdown trwa, choć powoli się kończy, nie bardzo jest się gdzie ruszyć (dopiero niedawno otworzyła się moja ulubiona siłownia oraz baseny w Pullmanie), więc skupiłem się na pracy.
2021-03-28.
OK, zgodnie z zapowiedzią, czas na weekly roundup. Natomiast z racji faktu, że niewiele się wydarzyło w tym tygodniu (praca, siłownia, dziewczyna – nudy, czas stąd uciekać ;-)), kilka wątków z ostatnich tygodni, wątków, które uciekły mi ostatnim razem.
2021-03-26.
Ustawiłem sobie w Todoiście cotygodniowy task na pisanie dziennika, bo to się tu dzieje ostatnio (nic) jest absolutnie nie do przyjęcia.
2021-01-19.
Dzisiaj zrobiłem pierwszą (a może drugą) dłuższą wycieczkę na motorze od powrotu z Nong Khiaw w grudniu. To dlatego, że po eskapadzie trochę musiałem ochłonąć, potem były święta, następnie były mrozy i wreszcie motor trafił na kilka dni do warsztatu na różne małe, absolutnie niezbędne, upgrade’y.
2021-01-02.
Zima trwa, temperatury nocą spadają do 10C, a nawet poniżej (ostatniej nocy 8C). W dzień powoli wspinają się do nieco powyżej 20C. Jest to trudne do zaakceptowania po całym roku stricte tropikalnej pogody. Od lutego sytuacja zacznie się poprawiać, żeby w kwietniu i maju z kolei osiągnąć roczne maksima. A potem kilka miesięcy deszczu, błota i wilgoci.
Z Muang Pak Seng do Luang Prabang.
Ostatni dzień krótki. Zaplanowałem co prawda mały side trip w interior, ale już mi się, szczerze powiedziawszy, nie chciało i dałem spokój.
Z Nong Khiaw do Muang Pak Seng.
Wczoraj pod wieczór czułem już pewne znużenie Nong Khiaw – chociaż może nawet nie tyle znużenie, co poczucie, że wyeksplorowałem okolicę w stopniu, który mnie na razie satysfakcjonuje. Pozostała kwestia powrotu i dzięki kolejnej sesji wgryzania się w mapę znalazłem bardzo fajną opcję.
Z Nong Khiaw po okolicy.
Zgodnie z planem zostałem w NK dzień dłużej, a że nie miałem na dzisiaj żadnych konkretnych planów, pojechałem w góry szukać innej drogi do doliny rzeki Nam Seng (to stamtąd przyjechałem kilka dni temu, ale nieco okrężną drogą przez góry).
Na mapie wypatrzyłem też drogę, która prowadziła do niewielkiej wioski nad Nam Ou i to był mój plan na drugą część eskapady.
I wszystko szło dobrze, dotarłem do osady, która była praktycznie na końcu drogi na mojej mapie, minąłem osadę i tutaj zaczęły się problemy. Bo z dołu widziałem chyba na grani szałasy, które mijałem kilka dni temu, natomiast prowadziły w górę bardzo, ale to bardzo wąskie i strome ścieżki. Takie dla bawoła z pasterzem.
Zasadniczo, nie ma moje aktualne możliwości – może z nieco mniejszym motorem, bo ten jest wysoki i trochę ciężko nim w trudniejszych warunkach operować (co nie zmienia faktu, że jest numerem jeden i dzisiaj nauczyłem się ze dwóch nowych trików!)
Zawróciłem więc, chyba ku pewnej uldze wieśniaków, którzy nie byli zachwyceni moim niespodziewanym pojawieniem się. Jeden z mijanych lokalsów nawet wyraźnie mi pokazał, że mam się wynosić – co prawda nikt nie rzucał kamieniami, ani nie ganiał mnie z kosą, ale są tu takie wioski, w których typowa laotańska gościnność gdzieś się zagubiła. Może kiedyś zawędrowali tu polacy. Bo normalnie to uśmiechy, machanie, sabaidee i pełnia szczęścia.
Ale to nic, bo sama droga niezwykle urocza i pełna obrazków jak poniżej:
Wracając próbowałem się przebić do wspomnianej wioski nad rzeką, ale szło ciężko, droga była trudna, bardzo wąska, stroma, z koszmarnymi koleinami, poza tym mnie się też już za bardzo chciało walczyć. Udało mi się za to zaliczyć i nagrać dropa! Potem pojechałem jeszcze kawałek, pokonałem kamienisty strumień, wjechałem na bardzo strome urwisko nad strumieniem i powiedziałem: enough! Drop uwieczniony poniżej.
Poniżej kilka zdjęć z gór.
Teraz mam wielki dylemat – którędy wracać do domu. Bo chciałbym cały proces rozłożyć na dwa dni, ale jeszcze nie wiem do końca, gdzie zatrzymać się pod drodze.
Z Nong Khiaw do zapory Nam Ou 3.
Dzisiaj miał być dzień pełen wrażeń – i był. Co prawda końcówka nieco ekspresowa, bo już mi sie nie chciało trochę, ale plan i tak zrealizowałem w 100%.
Z Nong Khiaw wzdłuż Pak Ou i pętla przez góry.
Jestem strasznie zmęczony, ale niezwykle szczęśliwy – pewnie dlatego, że od późnego popołudnia leżę w łóżku pod stertą koców, regenerując zmęczony motocyklem organizm i obrabiając zdjęcia i filmy. Kreatywne lenistwo jednak jest najwyższą formą egzystencji.






