Author Archives: miro

Pierwsze koty.

Pogoda w tym roku dopisuje i akceptowalne ilości śniegu pojawiły się w Tatrach już pod koniec listopada. Tydzień później park został otwarty dla turystyki narciarskiej. Jako że pogoda na tej planecie ulega stopniowej destabilizacji i to może być jedna z ostatnich dobrych zim w Tatrach (ever), postanowiłem skorzystać z okazji i możliwie wcześnie zacząć sezon skiturowy.

Continue reading

WAW.

Po kilku miesiącach indochińskiego chilloutu wróciłem na ojczyzny łono. Pełen radosnej antycypacji czekam teraz na atak jesiennej deprechy.

BKK – KBP – WAW.

I tak, po prawie 5 miesiącach w TH, czas na powrót do rzeczpospolitej smoleńsko-burackiej. Nie mogę powiedzieć, żebym się palił do tego powrotu, ale trochę brakuje mi już jakiegoś zajęcia. Poza tym Tajlandię mogę uznać za oswojoną i, jak sądzę, będę tu regularnie wracał na kilkumiesięczne wakacje.

Continue reading

Phuket.

Ostatni weekend w TH niespodziewanie turystyczny. Kolega ze studiów, Maciek, i jego żona Marta, w drodze do Wietnamu zatrzymali się na kilka dni w Tajlandii. Z niezrozumiałych dla mnie powodów zdecydowali się spędzić dwie noce na Phuket, miejscu uchodzącym za lokalną wersję Władysławowa. Postanowiłem do nich dołączyć, mając pewne obawy, czy turystyczny charakter wyspy mnie nie rozczaruje.

Continue reading

Bangkok w czerni.

Od śmieci króla Bangkok działa w stanie lekkiego wyciszenia. Niby wszystko funkcjonuje jak do tej pory, ale ludzie są autentycznie smutni i przygaszeni – i nie czuć w tym pozy, udawania. Większośc ubrana na czarno, albo przynajmniej z czarną tasiemką przypiętą do ubrania. Popularność czarnych ubrań była w pewnej chwili tak duża, że rząd musiał wprowadzić kary za sztuczne windowanie cen.

Continue reading

[*]

Dziś zmarł król Tajlandii, Bhumibol Adulyadej.

Jest mi autentycznie przykro i smutno. Szacunek i oddanie, jakim darzyli go Tajowie jest trudny do opisania. Nie ukrywam, że i mnie się one udzieliły przez te krótkie kilka miesięcy tutaj.

Król był też stabilizatorem dosyć turbulentnej sytuacji politycznej w Tajlandii, działającym ponad politycznymi podziałami i wspierającym najsłabszych członków tajskiego społeczeństwa. Co więcej, król bardzo lubił psy, był fanem jazzu (sam grał na trąbce) i wziętym fotografem. Naprawdę, trudno króla nie lubić i nie szanować.

:-(

Król Bhumibol Aduyladey. (fot. theguardian.com)

Bangkok – Pedang Basar – Butterworth – Georgetown.

Z prawdziwą radością stwierdziłem niedawno, że te kilka miesięcy indochińskiego chill outu odbudowało moją, do niedawna trudną do poskromienia, a później mocno oklapłą, ochotę na podróże. Coraz częściej łapię się na układaniu wielotygodniowych treków przez himalajskie dzicze, rozważam wyprawy kajakowe, narciarskie, a nawet zwykłe obijanie się z plecakiem po różnych azjatyckich krajach. Może więc nie wszystko stracone i awersja do podróży, jaką miałem przez ostatni rok, czy dwa, zaczyna cofać się pod atakiem świeżego wanderlustu. Perspektywa krótkiej podróży pociągiem przez duża część Indochin jedynie tę ochotę wzmaga.

Continue reading

3m.

Tak gdzieś wczoraj minęły mi trzy miesiące w TH. Z perspektywy – bardzo fajne doświadczenie i to zarówno część wiejska (mimo faz totalnego marazmu), jak i część miejska. Teraz muszę zdecydować, czy mam ochotę zapuścić delikatne korzenie w BKK, czy uraczej wrócić nad Wisłę i przez jakiś czas cieszyć się grubymi swetrami oraz jesiennymi kolorami drzew. Lekko skłaniam się ku swetrom i jesiennym liściom, choć z całą pewnością będzie mi bardzo brakowało Krungthepu.

Continue reading

BACC.

Dzisiaj popołudniem wizyta w BACC, Bangkok Art and Culture Centre. Lokalny odpowiednik MOMA (albo CSW, czy MSN). Bardzo ciekawe miejsce – zawsze miałem słabość do galerii/centrów sztuki współczesnej, często samotnie wyprawiam się do CSW, a wiosną zeszłego roku przez kilka miesięcy byłem nawet wolontariuszem w MSN na wystawie Andrzeja Wróblewskiego.

Continue reading