Nietypowa sytuacja – Warszawa mi nieco spowszedniała znowu, ale nie mam też imperatywu na obijanie się po świecie. Spakowałem więc rower, laptopa i przeniosłem się na południe Tajlandii.
Author Archives: miro
Preludium.
Wstyd się przyznać, ale w ostatniej podróży – nie licząc wyjazdów służbowych – byłem prawie dwa lata temu. Po bardzo udanej eskapadzie bangladesko-tajskiej jesienią 2014, planowałem kolejny wyjazd na wiosnę 2015, ale mimo wielu pomysłów, które nawet kiełkowały w karłowate plany, nie poczułem wyjazdowego imperatywu.
Breithorn na nartach.
Po trzech tygodniach walki z infekcją gardła, w piątek wyrwałem się w góry. Dzisiaj wszedłem na nartach na Breithorn, łatwy czterotysięcznik. Następnie z niego zjechałem, co jedynie zwiększyło atrakcyjność całej wycieczki.
Sezon skiturowy niniejszym uznaję za otwarty.
Zdjęcia poniżej, relacja wkrótce.
Zdjęcia z Alp – Europaweg, z Zermatt do Herrbriggen.
Walkers High Route Zermatt-Chamonix, cz. I.
Trochę zmian.
Yakkharka budzi się do życia po paru miesiącach hibernacji. Wkrótce trochę zmian, być może nieco więcej na temat boulderingu. Na pewno coś na temat nowej lokalizacji autora tegoż dziennika… Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Na razie przeniosłem skiturowe relacje z wiosny 2015 do dedykowanej kategorii:
→ http://yakkharka.net/category/2015/skitury_w_tatrach_wiosna_2015/
Tury w Moku – Rysą z Rysów.
Po kwietniowych zjazdach z rozmaitych przełęczy w rejonie Gąsienicowej, które, choć satysfakcjonujące, pozostawiły uczucie pewnego niedosytu, na zakończenie sezonu zaplanowałem zjazd nieco trudniejszy. W przewodniku W. Szatkowskiego najtrudniejszym zjazdem (S3+) jest zjazd z Rysów długim i dosyć wąskim żlebem – Rysą.
Trzęsienie ziemi w Nepalu.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.
Są natomiast rozmaite organizacje, jak choćby World Food Programme, które mają dedykowane programy wsparcia dla Nepalu właśnie. Skoro nie pomogę w inny sposób, spróbuję przynajmniej tak. Kilkadziesiąt EUR to nie majątek, a starczy na masę dal bhat, pitnej wody etc.
Zachęcam.
[edit] Inny program pomocy, tym razem UNICEFu.Tury w Dol. Gąsienicowej – z Zawratu do Dol. Gąsienicowej.
Po wczorajszym krótkotrwałym, ale bardzo intensywnym wysiłku podczas Malinowskiego, dzisiaj rano miałem bardzo poważne problemy z zebraniem się na kolejną turę. De facto byłem już gotów przebookować transport do m. st. i odpuścić wszelkie aktywności. Stopniowo jednak, małymi krokami (pierwszym krokiem było przyniesienie sobie kawy do łóżka), udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której wyszedłem z domu. I to była dobra decyzja.
Memoriał Malinowskego.
Memoriał ukończony. Mówcie mi skialpinista (amator). ;-)
Relacja wkrótce. Relacja poniżej.
Tury w Dol. Gąsienicowej – Skrajna Przeł. i Przeł. Karb.
Jako że mój aktualny pracodawca wykazuje się daleką idącą nowoczesnością, jeśli chodzi o kulturę organizacji (w odróżnieniu od rozmaitych firm-dinozaurów, mentalnie głęboko zakorzenionych w poprzedniej epoce, które traumatyzowały mnie ostatnio), sporą część tego tygodnia pracować będę zdalnie z Zakopanego. To oznacza, że po pracy zostaje mi do zmroku 4-5h, które mogę wykorzystać na szybką turę.
Brakuje mi środków wyrazu, żeby opisać jak bardzo jest to fajne.
Tury w Dol. Pięciu Stawów Spiskich – Terinka i Barania Przełęcz.
Nie można mieć najmniejszych wątpliwości – we wszechświecie panuje równowaga, ergo po dniu chujowym przyjść powinien dzień niezwykle udany. Tak właśnie się stało. W dosyć trudnych warunkach wszedłem dziś na Baranią Przełęcz i zrobiłem najtrudniejszy swój zjazd jak do tej pory (S3 wg. Szatkowskiego).
Tury w Dol. Staroleśnej – Zbójnicka Chata i wycof spod Zawraciku.
Dziś kolejna próba zjechania z Zawraciku Rówienkowego i znowu nieudana. Co prawda, biorąc pod uwagę stopień zagrożenia (3) i cykliczne opady śniegu na przemian z silnym wiatrem, co tylko pogarsza sytuację, można się było tego spodziewać.
Warszawa-Smoko.
Jako że jeszcze w połowie marca planowałem zostać w Tatrach co najmniej miesiąc, a może i dwa, nagłe wyrwanie ze schroniskowo-górskiego życia na projekt pozostawiło pewne puste miejsce, które teraz trzeba jakoś wypełniać. Tak się złożyło, że świąteczny horror powrócił pod postacią króliczków, jajek i dodatkowego dnia wolnego od pracy. Postanowiłem więc wrócić do Dol. Staroleśnej, próbować zakończyć to, co zacząłem tydzień wcześniej.
Skitury z UKA.
Po prawie trzech tygodniach samotnego skiturowania (a miejscami być może nawet kulawego skialpinizmu) miałem przyjemność spędzić trzy dni na wyjeździe skiturowym ze swoim klubem wspinaczkowym – UKA. Fajnie było zobaczyć osoby, których nie widziałem lat kilka, a może nawet kilkanaście.
Kasprowy.
No cóż, nie sądziłem, że przyjdzie mi znowu jeździć na Kasprowym Wierchu, ale że pogoda nie zachęcała do wychodzenia na grań Czerwonych Wierchów. I, prawdę mówiąc, trochę mi się już nie chiało, kupiłem całodniowy ski-pass na Kapsrowy.
Tury na Kondratowej – z Przeł. Kondrackiej do Dol. Małej Łąki Głazistym Żlebem.
Po krótkim i niezwykle udanym interludium warszawskim powrót w rejon Kondratowej. Dziś planowałem wejść na Małołączniak, zjechać Czerwonym Grzbietem, a następnie zinwestygować na ile ryzykowny będzie zjazd (no dobrze, głównie zsuwanie się bokiem) Kobylarzowym Żlebem. Pogoda jednak pokrzyżowała te plany.
Tury w Chocho – Starorobociański Wierch przez Przeł. Iwaniacką, ze zjazdem do Dol. Jarząbczej.
Po wczorajszym reście miałem dzisiaj zdecydowanie więcej energii niż przedwczoraj, postanowiłem więc zrobić dużą pętlę, wchodząc na Starorobociański Wierch od strony Siwej Przełęczy, a tą z kolei osiągnąć od strony Przeł. Iwaniackiej. Ze Starorobociańskiego zaplanowałem zjazd do Dol. Jarząbczej, ale nie przez Czubik, tylko nieco inną trasą przez Kopieniec i Jarząbcze Równie.
Tury w Chocho – Wołowiec północną ścianą.
Po wczorajszych sukcesach na Kończystym zdecydowałem się na nieco trudniejszy zjazd, w przewodniku Szatkowskiego wyceniony na S2. Zjazd z dołu wyglądał bardzo groźnie i po drodze nawet rozważałem zmianę planôw.
Tury w Chocho – Kończysty Wierch.
Niezwykle udany dzień – piękna tura na Kończysty Wierch przez Dolinę Jarząbczą, Trzydniowiański Wierch i Czubik. Zjazd, nieoczekiwanie, prawie tą samą trasą.


