W ramach śledzenia rozmaitych rozrabiactw wśród buddyjskich mnichów w Południowo-Wschodniej Azji, pisałem jakiś czas temu o żarłocznych mnichach z Tajlandii. Jednak obżeranie się tortem to doprawdy minimane przewinienie w porównaniu z tym, co zrobił jeden z birmańskich mnichów – niejaki Arsara.
Category Archives: misc
Szkolenia i PPKK – Granią z Kasprowego – zabawy na boisku.
Minął kolejny przedłużony weekend w Tatrach. Tym razem zabrałem w góry grupę niewdrożonych ski-turowo kolegów. Interesujące doświadczenie od strony organizacyjnej i szkoleniowej, ale zdecydowanie nie zanosi się, żebym porzucił tryb samotnego wilka górskiego.
Małołączniak przez PPKK – Skrajna Przełęcz – zabawy na boisku.
Za mną kolejny, tym razem nieco przedłużony, weekend w Tatrach i dwie kolejne tury, w tym jedna – w małej części – zupełnie dla mnie nowa.
Tag cloud.
W ramach cyklicznych porywów pracy nad sajtem dodałem tag clouda. Teraz czeka mnie masa tagowania, które – znając siebie – pewnie skończę za jakieś 10 lat…
Malarone.
Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.
Pierwsze koty.
Pogoda w tym roku dopisuje i akceptowalne ilości śniegu pojawiły się w Tatrach już pod koniec listopada. Tydzień później park został otwarty dla turystyki narciarskiej. Jako że pogoda na tej planecie ulega stopniowej destabilizacji i to może być jedna z ostatnich dobrych zim w Tatrach (ever), postanowiłem skorzystać z okazji i możliwie wcześnie zacząć sezon skiturowy.
WAW.
Po kilku miesiącach indochińskiego chilloutu wróciłem na ojczyzny łono. Pełen radosnej antycypacji czekam teraz na atak jesiennej deprechy.
300.
Zauważyłem właśnie, że post o żarłocznych mnichach był trzechsetnym wpisem w tym dzienniku. Należy mi się mały medal za niestrudzoną, wieloletnią produkcję podróżniczej grafomanii. Względnie relatywnie bolesna kara za pisanie w momentach, gdy zupełnie nie mam na to ochoty.
3m.
Tak gdzieś wczoraj minęły mi trzy miesiące w TH. Z perspektywy – bardzo fajne doświadczenie i to zarówno część wiejska (mimo faz totalnego marazmu), jak i część miejska. Teraz muszę zdecydować, czy mam ochotę zapuścić delikatne korzenie w BKK, czy uraczej wrócić nad Wisłę i przez jakiś czas cieszyć się grubymi swetrami oraz jesiennymi kolorami drzew. Lekko skłaniam się ku swetrom i jesiennym liściom, choć z całą pewnością będzie mi bardzo brakowało Krungthepu.
Kanały.
Wrzuciłem kilka zdjęć z lipcowej wycieczki kanałami (bynajmniej nie powstańczymi).
Strasznie fajny temat – masa miejsc do wyeksplorowania, tyle że cokolwiek mi się nie chce robić zdjęć. ;-)
BKK na nieco dłużej.
Po prawie trzech miesiącach w Khanom, przeniosłem się do Bangkoku na kilka tygodni (a może miesięcy?).
Jeśli wena nie opuści mnie do końca, napiszę czasem coś tutaj (nowa kategoria – temat Khanom chwilowo zamknięty).
Miesiąc w Khanom.
Miesiąc życia na tajskiej prowincji za mną.
Po początkowym entuzjaźmie przyszło uspokojenie, potem rozleniwienie, a wręcz pogrążenie się w lekkim, bardzo wakacyjnym, maraźmie. Teraz etap oswajania marazmu i wymyślania workaroundów, a nawet szukania alternatyw.
Dużo emocji, ale w sumie było do przewidzenia, że zderzenie mózgu przyzwyczajonego do natłoku nowych wrażeń i rozmaitych impulsów z gęstym spokojem tropikalnej prowincji wywoła jakieś turbulencje. Oby z tego fermentu wyniknęła nowa jakość – dobra zmiana na przykład. ;-)
O tym wszystkim można czytać tutaj. Dokumentacja fotograficzna na razie uboga – muszę na nowo oswoić aparat, a przede wszystkim na nowo oswoić siebie z fotografowaniem ludzi.
Pierwszy tydzień.
Pierwszy tydzień za mną. Było intensywnie – podróż na drugi koniec świata – prawie 8500 km – znalezienie domu, przeprowadzka tamże, mały crash na rowerze i kilogramy skonsumowanych owoców i warzyw z kosmosu. Mam teraz nadzieję na nieco spokojniejsze tygodnie. Więcej szczegółów tutaj.
Chillin’ in the East Indies.
Nietypowa sytuacja – Warszawa mi nieco spowszedniała znowu, ale nie mam też imperatywu na obijanie się po świecie. Spakowałem więc rower, laptopa i przeniosłem się na południe Tajlandii.
Breithorn na nartach.
Po trzech tygodniach walki z infekcją gardła, w piątek wyrwałem się w góry. Dzisiaj wszedłem na nartach na Breithorn, łatwy czterotysięcznik. Następnie z niego zjechałem, co jedynie zwiększyło atrakcyjność całej wycieczki.
Sezon skiturowy niniejszym uznaję za otwarty.
Zdjęcia poniżej, relacja wkrótce.
Zdjęcia z Alp – Europaweg, z Zermatt do Herrbriggen.
Walkers High Route Zermatt-Chamonix, cz. I.
Trochę zmian.
Yakkharka budzi się do życia po paru miesiącach hibernacji. Wkrótce trochę zmian, być może nieco więcej na temat boulderingu. Na pewno coś na temat nowej lokalizacji autora tegoż dziennika… Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Na razie przeniosłem skiturowe relacje z wiosny 2015 do dedykowanej kategorii:
→ http://yakkharka.net/category/2015/skitury_w_tatrach_wiosna_2015/
Trzęsienie ziemi w Nepalu.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.
Są natomiast rozmaite organizacje, jak choćby World Food Programme, które mają dedykowane programy wsparcia dla Nepalu właśnie. Skoro nie pomogę w inny sposób, spróbuję przynajmniej tak. Kilkadziesiąt EUR to nie majątek, a starczy na masę dal bhat, pitnej wody etc.
Zachęcam.
[edit] Inny program pomocy, tym razem UNICEFu.Zdjęcia z Bangladeszu (październik 2014) – Zalew Kaptai i Shuvalong.
Kilka nowych zdjęć w galerii z Rangamati i zalewu Kaptai.



