Category Archives: misc

Niusy oraz rozmaite nieuporządkowane obserwacje.

Tag cloud.

W ramach cyklicznych porywów pracy nad sajtem dodałem tag clouda. Teraz czeka mnie masa tagowania, które – znając siebie – pewnie skończę za jakieś 10 lat…

Malarone.

Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.

Continue reading

Pierwsze koty.

Pogoda w tym roku dopisuje i akceptowalne ilości śniegu pojawiły się w Tatrach już pod koniec listopada. Tydzień później park został otwarty dla turystyki narciarskiej. Jako że pogoda na tej planecie ulega stopniowej destabilizacji i to może być jedna z ostatnich dobrych zim w Tatrach (ever), postanowiłem skorzystać z okazji i możliwie wcześnie zacząć sezon skiturowy.

Continue reading

WAW.

Po kilku miesiącach indochińskiego chilloutu wróciłem na ojczyzny łono. Pełen radosnej antycypacji czekam teraz na atak jesiennej deprechy.

3m.

Tak gdzieś wczoraj minęły mi trzy miesiące w TH. Z perspektywy – bardzo fajne doświadczenie i to zarówno część wiejska (mimo faz totalnego marazmu), jak i część miejska. Teraz muszę zdecydować, czy mam ochotę zapuścić delikatne korzenie w BKK, czy uraczej wrócić nad Wisłę i przez jakiś czas cieszyć się grubymi swetrami oraz jesiennymi kolorami drzew. Lekko skłaniam się ku swetrom i jesiennym liściom, choć z całą pewnością będzie mi bardzo brakowało Krungthepu.

Continue reading

Miesiąc w Khanom.

Miesiąc życia na tajskiej prowincji za mną.

Po początkowym entuzjaźmie przyszło uspokojenie, potem rozleniwienie, a wręcz pogrążenie się w lekkim, bardzo wakacyjnym, maraźmie. Teraz etap oswajania marazmu i wymyślania workaroundów, a nawet szukania alternatyw.

Dużo emocji, ale w sumie było do przewidzenia, że zderzenie mózgu przyzwyczajonego do natłoku nowych wrażeń i rozmaitych impulsów z gęstym spokojem tropikalnej prowincji wywoła jakieś turbulencje. Oby z tego fermentu wyniknęła nowa jakość – dobra zmiana na przykład. ;-)

O tym wszystkim można czytać tutaj. Dokumentacja fotograficzna na razie uboga – muszę na nowo oswoić aparat, a przede wszystkim na nowo oswoić siebie z fotografowaniem ludzi.

Walkers High Route Zermatt-Chamonix, cz. I.

Matterhorn - w drodze na przełęcz Flugwe.

Matterhorn – w drodze na przełęcz Flugwe.

Po kilku tygodniach w nowej ojczyźnie ;-) udało mi się ogarnąć na tyle, żeby rozpocząć serię regularnych, inshallah, wyjazdów w Alpy. Wstępny pomysł na pierwsze kilka wyjazdów to przejście (na raty) tzw. Haute Route z Zermatt do Chamonix, ale ze względu na pewne braki w wyśnieżeniu, na razie piechotą, a nie na nartach.

Continue reading

Trzęsienie ziemi w Nepalu.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.

Sytuacja, szczególnie w Kathmandu, wygląda naprawdę bardzo mało fajnie. W sumie chciałbym tam być i robić coś, żeby pomóc, ale realistycznie – brak mi odpowiednich umiejętności typu ratownictwo medyczne, pożarnictwo, czy cokolwiek innego, co faktycznie mogłby sie przydać.

Są natomiast rozmaite organizacje, jak choćby World Food Programme, które mają dedykowane programy wsparcia dla Nepalu właśnie. Skoro nie pomogę w inny sposób, spróbuję przynajmniej tak. Kilkadziesiąt EUR to nie majątek, a starczy na masę dal bhat, pitnej wody etc.

Zachęcam.

[edit] Inny program pomocy, tym razem UNICEFu.