I tak przyszło mi zakończyć kolejną iterację tajską (a w każdym razie jej element prowincjonalny). Strasznie mi szkoda wyjeżdżać z Khanom, ostatnie dwa miesiące były niezywkle udane pod praktycznie każdym względem. Tryb siedzenia tutaj przez 3-4 tygodnie, by potem zrobić krótką przerwę w dużym mieście, sprawdza się znakomicie – zresztą większość tutejszych expatów działa w ten właśnie sposób.
Tag Archives: Bangkok
Khanom – NST – BKK.
Podróż z mojej wioski do kluczowej metropolii Południowo-Wschodniej Azji przebiegła stosunkowo bezboleśnie. Jako że oddałem skucicę (chlip), na busa do Nakhon Si podwieźli mnie sąsiedzi. Bus prawie pusty, podobnie jak i w tę stronę, drogi puste, więc dotarłem na miejsce z dużym zapasem czasu.
Chillin’ in the East Indies (again).
Z tego wszystkiego zapomniałem dodać niusa o nowej eskapadzie. Już drugi tydzień siedzę w Tajlandii, jeszcze prawie miesiąc (a może dłużej?) przede mną. Klasycznie, Bangkok i Khanom.
Więcej w nowej kategorii – Okiem gekona.
DMK – NST i dalej.
Jetlag i problemy ze spaniem minęły mi gdzieś koło środy, więc dzisiaj udało mi się wyspać, a nawet wstać nieco wcześniej, żeby zrobić krótką sesję na siłowni przed podróżą. Zauważyłem, że organizm, nieco wymęczony fizycznie z rana, o wiele lepiej znosi tutejsze temperatury.
przygody na skucie.
Jeśli jest coś, dla mnie stanowi pewną esencję bycia expatą z wyboru, to są to nocne eksploracje azjatyckich miast na skucie. W Kathmandu to się tak średnio udawało, bo o 2100 miasto praktycznie zasypia, natomiast w Bangkoku, który jest metropolią 24 godzinną, trudno o lepszy sposób na spędzenie kilku późnowieczornych godzin.
losowe obserwacje.
Obowiązki zawodowe powodują, że nie mam czasu na leniwe eksploracje Bangkoku i generalne opierdalanie się. Ale bilans wychodzi zdecydowanie na plus, bo zasadniczo nie muszę się zastanawiać jak wypełnić dzień, tylko jak priorytetyzować rzeczy, które chcę zrobić – tak, żeby pogodzić je z pracą.
z powrotem w Indochinach.
I tak oto, trzeci rok z rzędu, późną wiosną zawitałem w Tajlandii. Tym razem nieco w innym charakterze, bo jako człowiek pracy. Mój aktualny projekt prowadzony jest przez osoby, które rozumieją możliwości, jakie daje dzisiejsza technologia, i które nie mają nic przeciwko mojemu nomadyzmowi. Chwała i masa dobrej karmy im za to!
pogrzeb króla Bhumibola.
W Bangkoku uroczystości pogrzebowe króla Bhumibola, który zmarł nieco ponad rok temu. Zbudowano dedykowane, wysokie na 50-metrów krematorium, setki tysięcy ludzi zjechały do BKK, żeby wziąć udział w ceremonii (nieraz przez wiele dni koczując w namiotach).
Jak wielkrotnie pisałem wcześniej, szacunek i oddanie, jakim Tajowie darzą swojego króla (także po śmierci) jest trudny do pojęcia. Zresztą monarchia stanowi kluczową część narodowej filozofii Tajlandii – nawet główny element flagi tajskiej, szeroki ciemnoniebieski pas, symbolizuje własnie monarchię.
Bangkok na skucie.
Napisałem zaległe kilka słów o realiach jazdy na skuterze po BKK:
→ http://yakkharka.net/2017/07/20/skuter-w-bkk-wrazenia-z-pierwszego-miesiaca/
Warto czytać w kontekście:
→ http://yakkharka.net/2016/09/21/jakkrayaan-thii-krungtheep/
Zdjęcia z Wat Mahabut.
Pracowity dzień dzisiaj.
Nowa galeria z lipcowej wizyty w Wat Mahabut (Wat to świątynia) w Phra Khanong (de facto to On Onut, ale nad kanałem Phra Khanong). Fascynujące miejsce, z którym wiąże się piękna tajska legenda – ale o tym napiszę za kilka dni:
Reinkarnacja w praktyce.
Jedno ze zdjęć z opracowywanej właśnie galerii z Wat Mahabut.
Skuter w BKK – wrażenia z pierwszego miesiąca.
Jako że miesiąc jeżdżenia po BKK na skuterze za mną, czas na małe podsumowanie.
Jing jok vs dtook gae.
Jak już wielokrotnie wspominałem, mam gigantyczną słabość do gekonów. Co prawda w Bangkoku jest ich mniej niż na prowincji (w Khanom miałem w domu kilka średniej wielkości jaszczurek), ale są. W wysokich budynkach siłą rzeczy trafiają się rzadziej (chyba tylko najbardziej persystentne gady wlezą na 30 piętro), natomiast w Ekkamai, gdzie teraz mieszkam, domy są niskie, wokół pełno ogrodów, więc o gekony łatwiej. Tylko, że tutaj do mieszkania wchodzą mi tylko malutkie, kilkucentymetrowe osobniki. Większe można usłyszeć w ogrodzie, ale do tej pory nie widziałem żadnego na oczy.
Film – bazar Phra Khanong.
Nagrałem dzisiaj film ze swojej zwykłej pętli na bazarze Phra Khanong. Co prawda w środku dnia, więc kontrasty są strasznie mocne i generalnie nie oswoiłem jeszcze kwestii robienia filmów lustrzanką, ale daje to pewien obraz. Najlepiej wygląda w najwyższej rozdzielczości – 1080p.
Maa suaan.
Wycieczki na bazar Phra Khanong praktycznie za każdym razem zapewniają jakieś niespodzianki. Do tego praktycznie codzienna nauka tajskiego powoduje, że zaczynam słyszeć coraz więcej niuansów w mowie lokalsów – różne tony, dźwięk niektórych liter i sylab. Okazjonalnie zdarza mi się rozpoznać też jakieś słowo albo zwrot, ale do podstawowej nawet biegłości jeszcze długa droga.
Nowy towarzysz; uroki nauki tajskiego.
Rano kolejna wizyta na bazarze Phra Khanong, gdzie ostatnio bywam niemal codziennie. Skuter otwiera zupełnie nowe możliwości w mieście takim jak Bangkok (na przykład pozwala właśnie na codzienne wizyty na bazarach). Oczywiście boli mnie fakt, że jest to pojazd spalinowy – miałbym o wiele czystsze (pun not intended) sumienie, gdyby był elektryczny (i ładowany energią odnawialną).
Wat Hong Thong.
Jak pisałem wcześniej, w piątek dostałem do ręki tutejsze prawo jazdy. Wczoraj, czyli w sobotę, rano pojechałem na On Nut wypożyczyć skuter (wypożyczenie neo-oldskulowej Yamahy Filano to wydatek 3000 THB na miesiąc), a popołudniem, już na skucie, pojechałem na jogę. Dzisiaj z kolei, w ramach walki z niedzielnym ennui, zrobiłem pierwszą wycieczkę krajoznawczą – 120 km.
Bai kap khee.
Nic pisałem nie ostatnio, jako że primo zacząłem uczyć się pisania i czytania po tajsku, a secundo, postanowiłem zrobić lokalne prawo jazdy (czyli bai kap khee) na skuter.
Shabushi.
Niedaleko stacji BTSu Ekkamai, z której zwykle zaczynam swoje codzienne podróże po Bangkoku, jest galeria handlowa Gateway Ekkamai. Generalnie nie cierpię takich miejsc, natomiast w Gateway znajduje się masa japońskich i koreańskich knajp i sklepów. A że moja ciekawość kultury japońskiej z roku na rok robi się coraz większa, bywam tam w miarę regularnie.
Immi.
I tak, niepostrzeżenie, minął pierwszy miesiąc w Bangkoku. Jako że dzisiaj wygasło mi 30-dniowe zwolnienie z wizy, wybrałem się po extension do lokalnego biura imigracji, które mieści się spory kawałek za lotniskiem Don Muang. Czyli na końcu świata (coś jak 5 kilometrów za Wawrem w realiach warszawskich).
