Wyjeżdząjąc, planowałem zostać w Nepalu co najmniej kilka tygodni (a może nawet miesięcy) i to głównie w Kathmandu, więc nie do końca uśmiechało mi się spędzenie tego czasu w hotelu, czy innym guesthousie. Pomijając już kwestię kosztów (jednak wynajęcie mieszkania jest korzystniejsze nawet w krótkim, kilkutygodniowym, terminie), dochodzi kwestia posiadania własnej kuchni (jednak sporo gotuję), łazienki (co w Nepalu nie jest takie oczywiste) i poczucie życia w tymczasowym domu, a nie w hotelu.
Author Archives: miro
skuterem po KTM.
Od czasu, kiedy udało mi się zrobić tajskie prawo jazdy, skuter stał się kluczowym elementem mojego wyposażenia podczas rozmaitych faz pomieszkiwania w azjatyckich miastach. Może jest nieco za wcześnie na takie uogólnienia, bo Kathmandu jest dopiero drugim po Bangkoku miastem po którym rozbijam się na skucie, ale czuję, że weszło mi to w krew. I już, oczyma duszy się widzę się na skuterze na Bali, w Hong Kongu, czy Tokio.
kilka zdjęć z klasztoru.
Poniżej kilka zdjęć klasztoru, w którym praktykuję, i sali, w której odbywają się praktyki. Zdjęcia o wartości czysto informacyjnej, jako że były robione w środku słonecznego dnia, do tego szerokim kątem o niezbyt dobrej optyce.
ngöndro – pierwszy tydzień.
Jak pisałem wcześniej, ponad tydzień temu zacząłem ngöndro, czyli odosobnienie / praktykę wstępną w jednym z tybetańskich klasztorów w Kathmandu. Co prawda moja zasadnicza praktyka to zazen / shikantaza i generalnie widzę się w linii Zen, ale dzięki temu, że sporo podróżuję, mam możliwość poznawania innych szkół buddyzmu i takie eksploracje powoli stają się moim małym hobby.
boudha.
Nic nie pisałem, bo byłem chory (cały czas jestem zresztą, ale mniej już), poza tym zaczynam właśnie praktykę wstępną (ngöndro) w jednym z lokalnych klasztorów (Ka-Nying Shedrub Ling). Ale obiecuję nadrobić zaległości jak tylko ogarnę się nieco.
podróż.
Już tyle razy latałem w różne rejony Azji, że sam fakt przemieszczania się z miejsca na miejsce cokolwiek stracił dla mnie swój urok… Do tego dochodzi postępujące umasowienie podróży samolotami, co dodatkowo pogarsza sprawę. Jasne, wciąż jeszcze jest w tym nieco podróżnej ekscytacji, ale kiedy myślę o tych wszystkich lotniskach, przesiadkach, kontrolach bezpieczeństwa, nędznym jedzeniu (i jeszcze nędzniejszych współpasażerach), czy wreszcie jetlagu, to w sumie mógłbym ten etap pominąć i od razu znaleźć się na miejscu.
Ale nie ma tak dobrze, per aspera ad astra, trzeba swoje wycierpieć. Albo zacząć latać biznesem, ale to nie pasuje ani do moich antymaterialistycznych poglądów, ani do wrodzonej skłonności do racjonalizacji wydatków.
dustmandu.
No i tak.
Jak pisałem wcześniej, zacząłem nową ekspadę. Po raz czwarty jestem w Nepalu, tym razem stacjonarnie w Kathmandu – które ze względu na coraz większe zanieczyszczenie powietrza i chmury kurzu, jakie unoszą się spod kół miliardów samochodów, zyskało ksywkę Dustmandu.
skandha a banyan.
Czytam właśnie tłumaczenie i komentarz (znakomite zresztą) Sutry serca autorstwa Red Pine (Billa Portera).
I przy okazji rozważań o skandhach (czy też kandhach w jęz. Pali, gdzie zginęło sanskryckie “s”) trafiłem na fascynujący fragment o jednym z moich ulubionych drzew – banyanie (figowcu bengalskim).
on the road again.
I tak, nie do końca nieoczekiwanie, udało mi się zacząć realizację projektu podróżnego, o którym myślałem już od kilku lat. Dobra karma procentuje, ani chybi.
Jak to ostatnio bywa, tym razem znów będzie stacjonarnie – na kilka miesięcy (o ile tyle wytrzymam) zostanę expatą z wyboru (my zdieś emigranty) w bardzo bliskim mojemu sercu mieście. Outdoorowych przygód też nie powinno zabraknąć, bowiem baza do tychże będzie znakomita!
pięć smaków.
W tym roku bardzo ciekawy wątek – Focus: Bhutan. Część z tych filmów widziałem już wcześniej, na poprzednich edycjach festiwalu, co nie zmienia faktu, że chętnie je sobie przypomnę.
Przez najbliższy tydzień planuję więc oddawać się filmowemu rozpasaniu – na liście 15 pozycji plus kilka dodatkowych do rozważenia, o ile będę jeszcze przy zdrowych zmysłach.
<ślini się>
pogrzeb króla Bhumibola.
W Bangkoku uroczystości pogrzebowe króla Bhumibola, który zmarł nieco ponad rok temu. Zbudowano dedykowane, wysokie na 50-metrów krematorium, setki tysięcy ludzi zjechały do BKK, żeby wziąć udział w ceremonii (nieraz przez wiele dni koczując w namiotach).
Jak wielkrotnie pisałem wcześniej, szacunek i oddanie, jakim Tajowie darzą swojego króla (także po śmierci) jest trudny do pojęcia. Zresztą monarchia stanowi kluczową część narodowej filozofii Tajlandii – nawet główny element flagi tajskiej, szeroki ciemnoniebieski pas, symbolizuje własnie monarchię.
revolut.
Zazwyczaj nie pisuję porad podróżnych, jako że, primo, zupełnie nie zależy mi na popularności tych dzienników, i secundo, piszę je głównie celem dokumentowania swoich nastrojów, faz i fascynacji podróżnych, tradycyjnie mając w rzyci szerokie rzesze homo sapiens i ich opinie.
Ale! Od zawsze praktycznie zmagałem się z problemem optymalnego zarządzania finansami podczas podróży. Mam tu na myśli przede wszystkim unikanie prowizji (np. przy wypłatach z bankomatów) i spreadów (przy wymianie walut albo przy płaceniu kartami w rozmaitych odległych miejscach), a także możliwie wygodny dostęp do środków, najlepiej bez transferów SWIFTowych (otwarcie rachunku nawet w przyjaznej Tajlandii to droga przez mękę, o mniej popularnych krajach już nie wspominając), via bankomat, ale unikając wspomnianych wyżej opłat i spreadów.
Junta kontra islamofobia w Tajlandii.
Interesujący news z Tajlandii. Jeden z mnichów znanych ze swoich antyislamskich wypowiedzi, został suspendowany (nie jestem przekonany, czy to własciwe tłumaczenie słowa defrocked) po tym jak, mimo ostrzeżeń ze strony junty, nie przestał publikować agresywnych wypowiedzi nawołujących do przemocy w stosunku do muzułmanów.
Klasztor Shechen częściowo odbudowany.
Dobre wieści z Boudhanath w Kathamandu. Jak donosi Tricycle, w klasztorze Shechen, w którym wielokrotnie zatrzymywałem sie podczas swoich podróży po Nepalu, zakończyła się pierwsza faza odbudowy po trzęsieniu ziemi w kwietniu 2015.
The future miro.
Myślę, że odkryłem swoje nowe powołanie.
https://www.facebook.com/awakenwithjp/videos/1819034551445732/
Bangkok na skucie.
Napisałem zaległe kilka słów o realiach jazdy na skuterze po BKK:
→ http://yakkharka.net/2017/07/20/skuter-w-bkk-wrazenia-z-pierwszego-miesiaca/
Warto czytać w kontekście:
→ http://yakkharka.net/2016/09/21/jakkrayaan-thii-krungtheep/
Zdjęcia z Wat Mahabut.
Pracowity dzień dzisiaj.
Nowa galeria z lipcowej wizyty w Wat Mahabut (Wat to świątynia) w Phra Khanong (de facto to On Onut, ale nad kanałem Phra Khanong). Fascynujące miejsce, z którym wiąże się piękna tajska legenda – ale o tym napiszę za kilka dni:
Reinkarnacja w praktyce.
Jedno ze zdjęć z opracowywanej właśnie galerii z Wat Mahabut.
Back to WAW.
No i tak, po kolejnych 3 miesiącach w BKK, wrócłem do z lekka odrażającej rzplitej smoleńsko-buracko-faszystowskiej. Za cholerę nie wiem po co. Miałem w Krungthepie wygodne mieszkanie, uroczy skuter, dobrą szkołę jogi, bazar dwa kroki od domu i całą bangkocką egzotykę i nowoczesnośc pod nosem.
Skuter w BKK – wrażenia z pierwszego miesiąca.
Jako że miesiąc jeżdżenia po BKK na skuterze za mną, czas na małe podsumowanie.

