Dziś zostałem zapytany jak w temacie. W sumie to nie wiem. Trochę jednego i trochę drugiego, ale ostatecznie ani jedno ani drugie. Bardzo to zen, czyli wszystko na swoim miejscu.
Author Archives: miro
Talat Phra Khanong.
Przystanek BTSem i kilkaset metrów piechotą od mojego aktualnego domu jest wielki bazar, nazywany – od dzielnicy, w której się znajduje – bazarem Phra Khanong (talat Phra Khanong).
pora deszczowa.
W tym roku przyjechałem do TH akurat na rozpoczęcie pory deszczowej. Ostatnie dwa tygodnie były jeszcze dosyć suche i gorące, chociaż pojawiały się już nieśmiałe deszcze. Dzisiaj wszystko się zmieniło, nad ranem przeszła piękna monsunowa burza z masą wody, a teraz za oknem chmury i mżawka. Prawie jak europejska jesień, tylko temperatura się nie zgadza. W kolejne dni mają pojawiać się już regularne popołudniowe deszcze.
Seeyaek.
Doznałem dzisiaj językowego olśnienia. Ucząc się nowych tajskich słówek, przeczytałem, że yaek (prawie jak jak) to skrzyżowanie. W zależności od tego ile ulic odchodzi od skrzyżowania, przed yaek dodaje się liczebnik, ie. saam-yaek dla trzech ulic i see-yaek dla czterech. Pewnie dla pięciu będzie haa-yaek.
Bang Chak kontra Ekkamai.
Po kilku dniach w Bang Chak postanowiłem zmienić lokalizację w BKK i okazała się to być znakomita decyzja.
Vinyasa.
Moje lokalne studio jogi ma poza typowymi sesjami hatha jogi również sesje jogi (jóg?) vinyasa i yin.
Joga w BKK.
Kilka miesięcy temu wziąłem na Cruxie udział w warsztatach z przedwspinaczkowego rozciągania. Moje ciało tak pozytywnie zareagowało na dwie godziny takich ćwiczeń, że zacząłem rozglądać się za bardziej regularnym programem stretchingowym. Tak trafiłem na jogę do Centrum Jogi Adama Bielewicza.
WAW-DOH-BKK.
W tym roku poleciałem do BKK przez Dohę, Quatarem. Najszybszy lot chyba do tej pory – nieco ponad 12h, nie uwzględniając różnicy czasu. Wyleciałem z Warszawy pod wieczór, a na miejscu byłem nieco po 1200 lokalnego czasu. Spodziewałem się, że krótszy czas lotu i fakt, że leciałem w nocy zminimalizuje jetlag. Nie wyszło – mimo tego, że starałem się spać, zdrowo jeść (przemyciłem na pokład torbę suszonych orzechów i owoców), pić wyłącznie wodę (zrezygnowałem nawet z herbaty). Gdy opadła podróżna eksyctacja wpadłem w nastroje skrajnie negatywne, a potem spałem kilkanaście godzin.
Soi dogs.
Na profilu jednego z portali dla expatów w Tajlandii trafiłem niedawno na uroczy filmik z soi dog (tajskim ulicznym psem) w roli głównej. Jako że za kilka dni znowu będę w Bangkoku, uznałem, że warto napisać kilka słów o tych psach, które stanowią tak integralny element Bangkoku, jak stragany z ulicznym jedzeniem.
Songkran.
W TH jutro zaczyna się festiwal noworoczny – Songkran – który potrwa do 15 kwietnia (a realnie pewnie do końca weekendu).
Zdjęcia z Georgetown.
Dodałem zaległą galerię z Georgetown w Malezji.
Aklimatyzacja (kulturowa etc.)
Czytając “Landfalls. On the Edge of Islam with Ibn Battutah” Tima MacKintosha Smitha, trafiłem na fragment, który ładnie korepsonduje z moją teorią (wprowadzaną zresztą aktywnie w życie przy okazji każdej większej podróży), że trzeba co najmniej miesiąc spędzić gdzieś, żeby w minimalnym choć stopniu poczuć ducha danego miejsca (kraju, mniejszego regionu – prowincji etc.)
Yakkharka down (and up).
YK przez kilka dni była niedostępna z powodu przenosin do nowego rejestratora domen.
Sprawy jednakowoż wróciły do normy i niezliczone masy internautów mogą znów cieszyć się produktami mojego wątpliwego talentu fotograficznego i literackiego.
Ach, jak wspaniale!
Scenes of old Bangkok.
Magha Puja.
Dzisiaj Magha Puja, znane także jako sangha day, jedno z ważniejszych świąt buddyjskich, obchodzone w pełnię miesiąca Magha. Święto upamiętnia wydarzenie, które miało miejsce 10 miesięcy od dnia, w którym Budda osiągnął oświecenie. Tego dnia, w pełnię miesiąca Magha właśnie, w lasku bambusowym, którym przebywał Budda, zjawiło się – spontanicznie, rzecz jasna – 1250 arahantów, czyli oświeconych, ale jeszcze nie buddów. Aby uczcić to wydarzenie, Budda wygłosił wówczas naukę Ovada-Patimokkha Gatha, czyli podsumowanie najważniejszych punktów doktryny buddyjskiej.
Bhikkhu Yaba.
W ramach śledzenia rozmaitych rozrabiactw wśród buddyjskich mnichów w Południowo-Wschodniej Azji, pisałem jakiś czas temu o żarłocznych mnichach z Tajlandii. Jednak obżeranie się tortem to doprawdy minimane przewinienie w porównaniu z tym, co zrobił jeden z birmańskich mnichów – niejaki Arsara.
Szkolenia i PPKK – Granią z Kasprowego – zabawy na boisku.
Minął kolejny przedłużony weekend w Tatrach. Tym razem zabrałem w góry grupę niewdrożonych ski-turowo kolegów. Interesujące doświadczenie od strony organizacyjnej i szkoleniowej, ale zdecydowanie nie zanosi się, żebym porzucił tryb samotnego wilka górskiego.
Małołączniak przez PPKK – Skrajna Przełęcz – zabawy na boisku.
Za mną kolejny, tym razem nieco przedłużony, weekend w Tatrach i dwie kolejne tury, w tym jedna – w małej części – zupełnie dla mnie nowa.
Tag cloud.
W ramach cyklicznych porywów pracy nad sajtem dodałem tag clouda. Teraz czeka mnie masa tagowania, które – znając siebie – pewnie skończę za jakieś 10 lat…
Malarone.
Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.
