Author Archives: miro

pora deszczowa.

W tym roku przyjechałem do TH akurat na rozpoczęcie pory deszczowej. Ostatnie dwa tygodnie były jeszcze dosyć suche i gorące, chociaż pojawiały się już nieśmiałe deszcze. Dzisiaj wszystko się zmieniło, nad ranem przeszła piękna monsunowa burza z masą wody, a teraz za oknem chmury i mżawka. Prawie jak europejska jesień, tylko temperatura się nie zgadza. W kolejne dni mają pojawiać się już regularne popołudniowe deszcze.

Continue reading

WAW-DOH-BKK.

W tym roku poleciałem do BKK przez Dohę, Quatarem. Najszybszy lot chyba do tej pory – nieco ponad 12h, nie uwzględniając różnicy czasu. Wyleciałem z Warszawy pod wieczór, a na miejscu byłem nieco po 1200 lokalnego czasu. Spodziewałem się, że krótszy czas lotu i fakt, że leciałem w nocy zminimalizuje jetlag. Nie wyszło – mimo tego, że starałem się spać, zdrowo jeść (przemyciłem na pokład torbę suszonych orzechów i owoców), pić wyłącznie wodę (zrezygnowałem nawet z herbaty). Gdy opadła podróżna eksyctacja wpadłem w nastroje skrajnie negatywne, a potem spałem kilkanaście godzin.

Continue reading

Soi dogs.

IMG_1805Na profilu jednego z portali dla expatów w Tajlandii trafiłem niedawno na uroczy filmik z soi dog (tajskim ulicznym psem) w roli głównej. Jako że za kilka dni znowu będę w Bangkoku, uznałem, że warto napisać kilka słów o tych psach, które stanowią tak integralny element Bangkoku, jak stragany z ulicznym jedzeniem.

Continue reading

Aklimatyzacja (kulturowa etc.)

Czytając “Landfalls. On the Edge of Islam with Ibn Battutah” Tima MacKintosha Smitha, trafiłem na fragment, który ładnie korepsonduje z moją teorią (wprowadzaną zresztą aktywnie w życie przy okazji każdej większej podróży), że trzeba co najmniej miesiąc spędzić gdzieś, żeby w minimalnym choć stopniu poczuć ducha danego miejsca (kraju, mniejszego regionu – prowincji etc.)

Continue reading

Yakkharka down (and up).

YK przez kilka dni była niedostępna z powodu przenosin do nowego rejestratora domen.

Sprawy jednakowoż wróciły do normy i niezliczone masy internautów mogą znów cieszyć się produktami mojego wątpliwego talentu fotograficznego i literackiego.

Ach, jak wspaniale!

Magha Puja.

Dzisiaj Magha Puja, znane także jako sangha day, jedno z ważniejszych świąt buddyjskich, obchodzone w pełnię miesiąca Magha. Święto upamiętnia wydarzenie, które miało miejsce 10 miesięcy od dnia, w którym Budda osiągnął oświecenie. Tego dnia, w pełnię miesiąca Magha właśnie, w lasku bambusowym, którym przebywał Budda, zjawiło się – spontanicznie, rzecz jasna – 1250 arahantów, czyli oświeconych, ale jeszcze nie buddów. Aby uczcić to wydarzenie, Budda wygłosił wówczas naukę Ovada-Patimokkha Gatha, czyli podsumowanie najważniejszych punktów doktryny buddyjskiej.

Continue reading

Tag cloud.

W ramach cyklicznych porywów pracy nad sajtem dodałem tag clouda. Teraz czeka mnie masa tagowania, które – znając siebie – pewnie skończę za jakieś 10 lat…

Malarone.

Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.

Continue reading