Tag Archives: Bangkok

WAW-DOH-BKK.

W tym roku poleciałem do BKK przez Dohę, Quatarem. Najszybszy lot chyba do tej pory – nieco ponad 12h, nie uwzględniając różnicy czasu. Wyleciałem z Warszawy pod wieczór, a na miejscu byłem nieco po 1200 lokalnego czasu. Spodziewałem się, że krótszy czas lotu i fakt, że leciałem w nocy zminimalizuje jetlag. Nie wyszło – mimo tego, że starałem się spać, zdrowo jeść (przemyciłem na pokład torbę suszonych orzechów i owoców), pić wyłącznie wodę (zrezygnowałem nawet z herbaty). Gdy opadła podróżna eksyctacja wpadłem w nastroje skrajnie negatywne, a potem spałem kilkanaście godzin.

Continue reading

BKK – KBP – WAW.

I tak, po prawie 5 miesiącach w TH, czas na powrót do rzeczpospolitej smoleńsko-burackiej. Nie mogę powiedzieć, żebym się palił do tego powrotu, ale trochę brakuje mi już jakiegoś zajęcia. Poza tym Tajlandię mogę uznać za oswojoną i, jak sądzę, będę tu regularnie wracał na kilkumiesięczne wakacje.

Continue reading

Phuket.

Ostatni weekend w TH niespodziewanie turystyczny. Kolega ze studiów, Maciek, i jego żona Marta, w drodze do Wietnamu zatrzymali się na kilka dni w Tajlandii. Z niezrozumiałych dla mnie powodów zdecydowali się spędzić dwie noce na Phuket, miejscu uchodzącym za lokalną wersję Władysławowa. Postanowiłem do nich dołączyć, mając pewne obawy, czy turystyczny charakter wyspy mnie nie rozczaruje.

Continue reading

Bangkok w czerni.

Od śmieci króla Bangkok działa w stanie lekkiego wyciszenia. Niby wszystko funkcjonuje jak do tej pory, ale ludzie są autentycznie smutni i przygaszeni – i nie czuć w tym pozy, udawania. Większośc ubrana na czarno, albo przynajmniej z czarną tasiemką przypiętą do ubrania. Popularność czarnych ubrań była w pewnej chwili tak duża, że rząd musiał wprowadzić kary za sztuczne windowanie cen.

Continue reading

[*]

Dziś zmarł król Tajlandii, Bhumibol Adulyadej.

Jest mi autentycznie przykro i smutno. Szacunek i oddanie, jakim darzyli go Tajowie jest trudny do opisania. Nie ukrywam, że i mnie się one udzieliły przez te krótkie kilka miesięcy tutaj.

Król był też stabilizatorem dosyć turbulentnej sytuacji politycznej w Tajlandii, działającym ponad politycznymi podziałami i wspierającym najsłabszych członków tajskiego społeczeństwa. Co więcej, król bardzo lubił psy, był fanem jazzu (sam grał na trąbce) i wziętym fotografem. Naprawdę, trudno króla nie lubić i nie szanować.

:-(

Król Bhumibol Aduyladey. (fot. theguardian.com)

Bangkok – Pedang Basar – Butterworth – Georgetown.

Z prawdziwą radością stwierdziłem niedawno, że te kilka miesięcy indochińskiego chill outu odbudowało moją, do niedawna trudną do poskromienia, a później mocno oklapłą, ochotę na podróże. Coraz częściej łapię się na układaniu wielotygodniowych treków przez himalajskie dzicze, rozważam wyprawy kajakowe, narciarskie, a nawet zwykłe obijanie się z plecakiem po różnych azjatyckich krajach. Może więc nie wszystko stracone i awersja do podróży, jaką miałem przez ostatni rok, czy dwa, zaczyna cofać się pod atakiem świeżego wanderlustu. Perspektywa krótkiej podróży pociągiem przez duża część Indochin jedynie tę ochotę wzmaga.

Continue reading